Z facetami i samochodami jest jak z pięknymi kobietami. „On” nigdy nie zwraca uwagi na szczegóły. Gdy widzi piękną kobietę wkraczającą powolnym krokiem do jego biura, to albo wpada mu ona w oko od razu, albo też nie. Czy istnieją od tego odstępstwa? Nie. Nigdy. Tak jak stalową jest I zasada dynamiki Newtona, tak niezmienny jest umysł każdego faceta. Albo od razu „wpada”
w sidła zastawione przez piękną kobietę, albo odpuszcza i już sobie nią głowy nie zawraca. Jaka w tym analogia do relacji samochodowo - męskich? Taka, że są auta, w których albo od razu się zakochujesz, albo odpuszczasz, takie, o których wiesz, że jak tam wsiądziesz to już nie będziesz chciał wysiąść oraz takie, do których niechętnie wsiadasz. A do której z tych kategorii zaliczyć średniaka Mitsubishi? Uwodziciel czy nudziarz?
|
PIERWSZE OZNAKI GENIUSZU...Gdy 3 lata temu pojawiły się pierwsze zdjęcia długo zapowiadanego kompaktu japońskiego producenta niemal cały motoryzacyjny światek zwrócił głowy ku stoiskom Mitsubishi. Bo oto koncern, którego ostatnie dokonania stylistyczne zdumiewały równie mocno, co styczniowy śnieg w Alpach, zaprezentował auto, które bez wahania mogłoby ubiegać się o tytuł najbardziej wyrazistego auta dekady, … gdyby ocenie poddawano tylko i wyłącznie pierwsze 90 cm auta…
Testowany Lancer to pięciodrzwiowa wersja Sportback w nieskazitelnie pięknym kolorze Lighting Blue. Już pierwszy kontakt z samochodem rodzi wiele pozytywnych emocji. Gdy po raz pierwszy ujrzałem testowane auto, oniemiałem. Podjeżdżając z wolna minąłem metalicznie niebieskiego Lancera przodem skierowanego ku mnie zaparkowanego pod salonem dealera. Głowa mimowolnie skierowała się ku niemu a oczy martwo utkwiły w niezwykłej głębi koloru i przejrzystości designu. Przestępując drzwi salonu cały czas mimowolnie odwracałem głowę ku niebieskiemu Lancerowi, którego pracownik serwisu wprowadzał na myjnię. Wiedziałem, że auto jest szykowane na spotkanie ze mną. Wiedziałem i już nie mogłem doczekać się fizycznego kontaktu z nim… Pierwsze doznania pojawiają się w głowie zanim jeszcze oczy zdołają przeskanować całą sylwetkę auta. Wystarczy rzut oka na przednią część nadwozia, by się zakochać... NIBY URODA TO RZECZ GUSTU, ALE...Bywają auta nieciekawe, wręcz brzydkie, oraz takie, które subtelnie urzekają linią nadwozia i sylwetką. Jednak Lancera nie sposób zaliczyć do żadnej z tych grup. Dlaczego? Bo to auto brutalnie przykuwa uwagę widza i jeszcze bardziej nachalnie nie pozwala zapomnieć o jego obliczu. Jednak czy cała sylwetka Lancera tak powala swą urodą i przenikliwością? Nie do końca. Wyjątkowo pięknie, spektakularnie i seksownie prezentuje się tylko przednia część nadwozia, pierwsze 60-70 cm. Potężny, trapezowaty wlot powietrza pod postacią rekiniego nosa emanuje chromowanymi listwami i podkreśla agresywny styl auta. Poprowadzenie trapezu aż do podstawy przedniego zderzaka okazało się znakomicie pomyślanym zabiegiem stylistycznym (niestety występującym tylko w wersji Sportback, w sedanie trapez został złamany u szczytu zderzaka). Trzy diamenty dumnie sterczą na szczycie tej kompozycji i informują, z autem jakiego producenta mamy do czynienia. Zabieg stylistyczny polegający na wyraźnym odseparowaniu barwnym wlotu powietrza od całej karoserii udał się znakomicie i nadał autu jeszcze więcej agresywności. Podłużne, klinowate reflektory głęboko zatopione w karoserii auta zdecydowanie zachodzą na boki auta i podkreślają agresywny styl sylwetki Lancera. Niestety w profilu bocznym, oprócz wspomnianych akcentów, Lancer niczego, czego już wcześniej byśmy nie spotkali w autach innych producentów, nie pokazuje. Stateczna linia nadwozia, z delikatnie unoszącą się linią okien i subtelnymi przetłoczeniami niczym szczególnym nie zaskakuje. Wręcz przeciwnie, przy 16-calowych kołach powierzchnia blach wydaje się być zbyt duża. Auto wygląda niestety trochę nieproporcjonalnie. Z TYŁU ZABRAKŁO POMYSŁU...Przy projektowaniu tylnej części nadwozia widać, że projektantom najprawdopodobniej zabrakło pomysłu. Po emocjonującym początku spodziewający się równie ekscytujących wrażeń w tylnej części nadwozia entuzjaści będą wyraźnie rozczarowani. Prosta klapa bagażnika, gruby tylny słupek, zero ekstrawagancji. Poprawnie, ale bez rewelacji. No może poza stylowym spojlerem podkreślającym sportowe aspiracje Mitsubishi. Ale nic poza tym. Nawet kształt świateł niczym nie zaskakuje. A niektóre elementy wyglądają wręcz archaicznie (końcówka wydechu stercząca jak w autach sprzed 15 lat). Ogólnie jest poprawnie i miło dla oka, ale po tak emocjonującym przedzie widz spodziewa się znacznie więcej. WNĘTRZE - TYPOWO JAPOŃSKIE...
Wystrój przedziału pasażerskiego jest harmonijny i prosty w formie. Brak mu typowej dla aut francuskich ekstrawagancji i elegancji, ale tez trudno wskazać poważne uchybienia. Poręczna, obszyta skórą kierownica świetnie leży w dłoniach, a praca pięciobiegowej skrzyni biegów zachęca do częstszego z niej korzystania. Także atrakcyjne zegary schowane w masywnych tubach podkreślają sportowy wizerunek japońskiej marki. Centralny, czytelny wyświetlacz służy do przekazywania informacji z komputera pokładowego. Do jego czytelności nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń, jednak umiejscowienie przycisku odpowiedzialnego za zmianę wskazań komputera po lewej stronie kierownicy, przy pokrętle regulującym wysokość padania słupa świateł, to nieporozumienie. Nie wiadomo z jakiego powodu konstruktorzy zdecydowali się na umiejscowienie tego przycisku właśnie tam, w każdym razie jest to rozwiązanie niezbyt trafione. Podobnie sprawa wygląda w przypadku wskaźnika chwilowego zużycia paliwa mającego postać poziomego paska z naniesionymi wartościami – takie rozwiązania stosowało się kilkanaście lat temu, a nie w epoce samochodów hybrydowych (choć producenci z Japonii nadal stosują ten patent, jak choćby Toyota w modelu RAV4). Czytelność tego wskaźnika pozostawia wiele do życzenia. Do wyprofilowania foteli trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia – boczki są odpowiednio ukształtowane, także długość siedziska jest wystarczająca dla osób o średnim wzroście. Mimo jednopłaszczyznowej regulacji kolumny kierownicy nie powinno być problemów ze znalezieniem optymalnej pozycji za kierownicą. Fabryczny, prosty w obsłudze zestaw audio oraz banalnie prosta automatyczna klimatyzacja nie nastręczają żadnych problemów obsługowych, a co najważniejsze, nie absorbują uwagi kierowcy. Dzięki uproszczeniu do granic absurdu ich obsługi kierowca bez zbędnego skupienia i odrywania wzroku od drogi może zmienić ich ustawienia. W środku uwagę zwracają dobrze wyglądające, ale niestety bardzo twarde materiały wykończeniowe. Jeśli wierzyć zapewnieniom pracownika salonu ich twardość podyktowana jest japońskimi standardami ekologicznymi nakazującymi stosowanie tworzyw sztucznych nadających się do ponownego wykorzystania po odpowiednim procesie ich przerobu. Na uwagę zasługuje wysoka precyzja i dokładność montażu, która pozwala wierzyć, że nawet po kilku latach eksploatacji nie powinny dokuczać trzaski z okolicy deski rozdzielczej. PRZESTRONNE WNĘTRZE...Ilość miejsca jest więcej niż zadowalająca. Zarówno pasażerowie przednich siedzeń, jak i tylnej kanapy nie powinni uskarżać się na brak przestrzeni. Przy wymiarach zewnętrznych 4585/1760/1515 mm i rozstawie osi 2 635 mm hatchback Mitsubishi imponuje przestrzenią wewnątrz przedziału pasażerskiego. Z przodu nikomu miejsca nie zabraknie, na tylnej kanapie tylko naprawdę wysocy pasażerowie mogą nieco haczyć głową o podsufitkę. Miejsca na nogi – wystarczająco dużo. Bagażnik – tylko przeciętny – 350 litrów to bynajmniej nie rewelacja. PROWADZENIE...W kwestii prowadzenia Lancer zachowuje się bardzo przewidywalnie. Dzięki zastosowaniu wielowahaczowego zawieszenia Multi-link (zachwalane przez producenta słowami: „całkowicie nowe tylne zawieszenie wielowahaczowe typu Multi-link sprawi, że nowy Lancer Sportback jest przyklejony do drogi, tak jak uśmiech przyklejony będzie do Twojej twarzy”) na tylnej osi auto prowadzi się jak po sznurku. Przy niższych, umiarkowanie szosowych prędkościach sprawnie i komfortowo tłumi nierówności, natomiast przy wyższych sprawdzanie granic przyczepności przebiega w sposób przewidywalny. Do pewnej prędkości auto zachowuje się niczym gokart i daje perfekcyjne wyczucie jezdni. Jednak przy bardzo wysokich prędkościach pojawia się niepokojące uczucie niepewności, czy oby na pewno ta prędkość na ten zakręt to nie za dużo. POD MASKĄ......testowanej wersji pracował najnowszy benzynowy silnik MIVEC o pojemności 1.8 l i mocy 143 KM. Teoretycznie spora moc powinna zapowiadać niemałe emocje – czy tak jest w rzeczywistości? Dane na papierze brzmią: sprint do „pierwszej setki” zajmuje niespełna 10.5 s, prędkość maksymalna prawie 200 km/h (dokładnie 196 km/h), maksymalny moment obrotowy 178 Nm przy 4250 obr./min. Czy to dobrze? Grzechem byłoby rzec, że kiepsko, ale tez nie ma się czym zachwycać. Konkurenci potrafią wykrzesać z silników o takiej pojemności znacznie więcej, np.: Octavia z benzynowym 1.8 TSI o mocy 160 KM (wspomaganym turbosprężarką) rozpędza się do 100 km/h w czasie poniżej… 8 s!
APETYT - BYWA DOŚĆ SPORY...Czego nie sposób nie zauważyć, to deficyt szóstego przełożenia. Nie dość, że poprawiłoby to akustykę auta i pozwoliło ograniczyć hałas, to na dodatek spowodowałoby oszczędniejsze obchodzenie się z paliwem. Bo z tym testowane auto obchodzi się dość rozrzutnie – średnio w teście auto zużywało ok. 8.5 l/100 km. Jednak jazda typowo miejska, z korkami i częstymi postojami, bez problemu może podbić zużycie paliwa do 11.5 a nawet 12 i więcej litrów na każde 100 km. W trasie natomiast wynik na poziomie 7 l jest całkiem realny do uzyskania. Czym jeszcze Mitsubishi może zaskoczyć? Na pewno poziomem bezpieczeństwa – w testach zderzeniowych Euro-NCAP hatchback Mitsubishi zdobył maksymalną notę 5 gwiazdek! Czym jeszcze – na pewno poziomem wyposażenia i ceną!
BOGATE WYPOSAŻENIE...Auto oferowane jest w 4 wersjach wyposażeniowych: Inform, Invite, Intense i Instyle. Już najuboższa odmiana z pewnością nie zalicza się do „golasów”: ABS z EBD, aktywna stabilizacja toru jazdy i kontrola trakcji (ASTC), przednie, boczne oraz kurtynowe poduszki powietrzne, kolanowa poduszka powietrzna kierowcy, klimatyzacja, pakiet elektryczny (szyby, lusterka), centralny zamek oraz radio CD/MP3 z 4 głośnikami. To wszystko otrzymujemy w cenie 63 740 PLN (lub obecnie w ramach wyprzedaży auto z 2009 roku za 57 490 PLN). W wersji Invite 69 740/63 490 PLN) dodatkowo otrzymujemy m.in. automatyczną klimatyzację, skórzane koło kierownicy z funkcją sterowania radiem, tempomat oraz 16-calowe aluminiowe felgi. Wersja Intense (77 040/74 040 PLN) wzbogacona jest dodatkowo m.in. o 18-calowe aluminiowe felgi oraz czujniki deszczu i parkowania. Wersja Instyle (91 440/88 440 PLN) to między innymi nawigacja, bi-ksenony z funkcją doświetlania zakrętów, skórzane i podgrzewane fotele oraz System Dostępu Bezkluczykowego (KOS). WARTO?Dla osób szukających auta nietuzinkowego, wyróżniającego się z tłumu i przede wszystkim oryginalnego Nowy Lancer jest propozycją godną polecenia. Atrakcyjna stylistyka, bogate wyposażenie, dobra jakość montażu oraz wysoki poziom bezpieczeństwa i dość atrakcyjnie skalkulowana cena sprawiają, że hatchback Mitsubishi to propozycja warta rozważenia. Jeśli komuś nie odpowiada wersja hatchback – zawsze można przymierzyć się do wersji sedan, która, mimo wszystko, w moim odczuciu prezentuje się bardziej proporcjonalnie – i… bardziej jak Lancer, którego znamy… |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Za pomoc w przygotowaniu materiału serdeczne podziękowania pod adresem salonu Autotechnika w Pile. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| « poprzednia | następna » |
|---|







