Oglądając wieczorne wydania programów informacyjnych niemal codziennie pojawiają się informacje o tragicznych w skutkach wypadkach drogowych na polskich drogach. Niemal nie ma dnia, by opinia publiczna nie była poruszana informacjami na temat kolejnego dramatycznego wydarzenia na polskich drogach. Statystyki są nieubłagane: w 2009 roku na polskich drogach
wydarzyło się ponad 44 tys. wypadków drogowych, w wyniku których śmierć poniosło ponad 4.5 tys. osób. Rok wcześniej, w 2008 roku, liczba wypadków była wyższa o 11% (ponad 49 tys. wypadków), a liczba zabitych zbliżyła się do granicy 5.5 tys. osób. W przeliczeniu na milion mieszkańców daje to wynik na poziomie 143 ofiar śmiertelnych na 1 mln mieszkańców w 2008 roku i 119 ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców w 2009 roku. W Europie tylko na Litwie wskaźniki te są jeszcze bardziej dramatyczne, pozostała część państw europejskich w tych niechlubnych statystykach plasuje się przed Polską. Za najbezpieczniejsze w Europie uchodzą drogi Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, na których liczba śmiertelnych ofiar na milion mieszkańców jest mniejsza niż 50 rocznie.
O Polskich kierowcach i polskich drogach politycy, dziennikarze, publicyści, specjaliści od bezpieczeństwa ruchu drogowego wypowiadają się w sposób „przyzwoicie negatywny” i sugerujący zdecydowaną poprawę. I w zasadzie poruszając się po polskich drogach nie sposób się nie zgodzić, że sytuacja jest dramatyczna. Zresztą krzyże stojące przy drogach stoją tam nie bez powodu – dają świadectwo, że polskie drogi są niebezpieczne i wiele osób siadając za kierownicą samochodu, nigdy już z niego nie wysiada.
Ok. infrastruktura drogowa w Polsce jest na zatrważająco niskim poziomie. Mamy mało autostrad, mało dróg ekspresowych. Z kolei te autostrady, które po latach trudów i wysiłków w końcu udało się wybudować – po krótkim, kilkuletnim okresie eksploatacji wymagają remontów (?).
Jeśli już teraz narzekamy na jakość infrastruktury, to nawet nie chcę próbować wyobrazić sobie co będzie, kiedy zima nas pożegna na dobre i śniegi ustąpią z dróg.
Pojawią się kolejne dziury i kolejne wyrwy w drodze, które będą niszczyć zawieszenia naszych aut i szargać nasze nerwy.
I można by tak w nieskończoność rysować obraz beznadziei i dramatycznej sytuacji zmotoryzowanej rzeszy Polaków. Ale lepiej chyba skupić się na tym, co daje nadzieję – na nas samych, kierowcach.
Otóż na temat polskich kierowców w środkach masowego przekazu można usłyszeć wiele złego: a to, że powodują dużo wypadków, a to, że jeżdżą bardzo niebezpiecznie, a to, że brak im kultury osobistej. I w zasadzie z częścią tych osądów nie sposób się nie zgodzić – kultura osobista, to rzecz bardzo rzadko spotykana w świadomości polskiego kierowcy. Wystarczy pojeździć 30 – 60 minut po ulicach Poznania, Warszawy, Wrocławia, by przekonać się, jaka jest mentalność wielkomiejskich kierowców – za wszelką cenę znaleźć się przed „przeciwnikiem”, czyt. poprzedzającym kierowcą. Niestety tak jest, że na polskich drogach kierowcy traktują siebie, jak wrogów, przedstawicieli obcych obozów wojennych. Tak – wrogów i przeciwników! Brzmi zabawnie i dziecinnie, prawda? Dlaczego ta infantylna i niedojrzała mentalność nami kieruje? Przecież osoba jadąca autem przed nami, to też mąż, żona, syn, córka. Niczym nie różni się od nas i ma taką samą potrzebę, by jak najszybciej znaleźć się w miejscu docelowym, jak my. Dlatego znajdźmy w sobie pokłady głęboko ukrytej kultury osobistej i udowodnijmy, że Polacy na drodze także potrafią być kulturalni.
W świadomości Europejczyków pokutuje opinia, że na polskich drogach jest bardzo niebezpiecznie. I niestety studiując statystyki wypadków i śmiertelności na drogach nie sposób nie zgodzić się z tą opinią.
Jednak jakkolwiek źle by nie było, jest coś, co Polaków wyróżnia na tle pozostałych nacji. Umiejętności. Siłą rzeczy egzystując i poruszając się na co dzień w tak skrajnie niebezpiecznych warunkach człowiek zdobywa coraz to nowe doświadczenia i umiejętności z każdym przebytym kilometrem. Konieczność częstego wyprzedzania i przewidywania ruchów innych kierowców sprawiają, że poruszanie się po polskich drogach wymaga ponadprzeciętnych umiejętności.
W większości krajów Europy Zachodniej sieć infrastruktury autostradowej jest zdecydowanie lepiej rozwinięta i kierowcy rzadziej zmuszeni są do zjeżdżania na przeciwległy pas ruchu, by wyprzedzić. Dzięki temu zdecydowanie rzadziej narażeni są na niebezpieczne sytuacje drogowe, ale co za tym idzie, rzadziej też ćwiczą swoje umiejętności. Wobec powyższego Polakowi podróżującemu po bezpiecznych drogach Europy Zachodniej jest zdecydowanie łatwiej niż Niemcowi, czy Francuzowi jeżdżącemu po starych, niebezpiecznych i nieprzystosowanych do aktualnego ruchu drogach Polski.
Jednak umiejętności to nie wszystko – może Polacy dysponują większymi umiejętnościami niż nasi zachodni sąsiedzi z racji bytowania w zdecydowanie bardziej ekstremalnych warunkach drogowych, to jednak poziomem kultury na drodze niestety im nie dorównują. I dopóki nie zaczniemy wzajemnie traktować się z szacunkiem i pamiętać o wartości życia swojego i innych kierowców, dopóty nasze drogi będą bardzo niebezpieczne i nieprzyjazne kierowcy. I większa sieć autostrad, czy dróg ekspresowych nie zmieni znacząco sytuacji. Bo podstawowym problemem są nieuprzejmi i nieostrożnie jeżdżący kierowcy, a nie drogi. Wypadki drogowe nie wynikają ze złej jakości dróg, lecz z niedostosowania prędkości do warunków drogowych. Droga jest jaka jest, a zadaniem kierowcy jest dostosowanie prędkości pojazdu do panujących warunków drogowych. Zawsze! I nie ważne czy jedzie autostradą, drogą ekspresową, drogą lokalną, czy osiedlową. Zawsze najważniejszy jest kierowca i logika jego działania – jego odpowiedzialność i poszanowanie drugiej osoby! I raczej na poprawieniu tych cech się skupmy w oczekiwaniu na drogi lepszej jakości.
| « poprzednia | następna » |
|---|








