logo autotesty.net.pl


VW Golf VI 2.0 TDI – niezmiennie (???) doskonały?

VW Golf VI 2.0 TDI – niezmiennie (???) doskonały?Co łączy VW Golfa i Prąd Zatokowy? Można by pokusić się o najprostsze z najprostszych skojarzeń, czyli nazwa. Owszem, VW faktycznie nazwę dla swego kompaktowego modelu w 1974 roku zaczerpnął z Golfsztromu, czyli Prądu Zatokowego, który naukowo opisywany jest jako „powierzchniowy ciepły prąd morski północnego Atlantyku”. Można też doszukać się analogii w potędze obu z nich. Bo Golfsztrom to de facto prąd, który ogrzewa nie tylko Wielką Brytanię, ale i północno – zachodnią część Europy ciepłem przyniesionym wprost z południowych krańców Ameryki Północnej. A VW Golf od ponad 35 lat rozgrzewa do czerwoności europejską konkurencję okupując nieustannie czołowe lokaty w rankingach sprzedaży.

Jednak ostatnimi czasy coraz głośniej mówi się o tym, że potęga Golfsztromu słabnie, czego skutki widać już dziś w postaci coraz bardziej srogich zim i mniej upalnych lat w Europie. A czy patrząc na VW Golfa VI można domniemywać, że hegemonia kompaktowego Volkswagena także dobiega końca?

VW Golf VI - bycie najlepszym zobowiązuje...

Wszyscy pragną być liderami, najlepszymi z najlepszych. Wszystkim wydaje się, że bycie pierwszym niesie ze sobą same gratyfikacje. Jednak bycie pierwszym, najlepszym, nie zawsze wiąże się z samymi przywilejami. Wręcz przeciwnie – będąc najlepszym, niemal doskonałym, trzeba bacznie zważać na każdy kolejny krok, który się stawia, bo każdy z nich jest dokładnie śledzony i analizowany przez oczy wszystkich zazdrośników. Bycie najlepszym zobowiązuje. I niekiedy to zobowiązanie staje się… brzemieniem. Tak jak np. VW Golf piątej generacji…


VW Golf - niezmiennie doskonały” – takim hasłem promowany jest najnowszy, szósty już z kolei kompaktowy Volkswagen. Samochód legenda, samochód, którego niemal każda kolejna generacja określana była mianem „doskonałej”, „wzorcowej”, „perfekcyjnej”. Jednak to gloryfikowanie Volkswagena Golfa sprawiło, że producent za każdym razem przy projektowaniu następcy znajdował się pod ogromną presją – musiał, bez względu na koszta, utrzymywać bardzo wysoki poziom auta. A to, jak pokazała piąta generacja modelu, nie zawsze wychodziło producentowi na dobre.

Już na etapie projektowania „szóstki” szumnie zapowiadano, że koszta jego wytwarzania będą zdecydowanie niższe niż koszta produkcji Golfa V, który okazał się samochodem bardzo udanym i dobrym technicznie, ale niestety zbyt drogim w produkcji, a przez to mniej rentownym dla koncernu. Dlatego też przy projektowaniu „szóstki” skorzystano z wielu doskonałych rozwiązań znanych z poprzednika.

Volkswagen Golf VI - droga na skróty?

Ot, choćby płyta podłogowa, którą niemal w całości przejęto z poprzednika (kolumny MacPhersona z przodu, oś wielowahaczowa z tyłu). Czyżby Volkswagen próbował pójść drogą na skróty? Nie do końca – zawieszenie Golfa V uchodziło za niemal perfekcyjne. Zatem wystarczyło tylko nieznacznie dostosować je do nowej konstrukcji i sukces był gwarantowany. A jak wyszło? Nie trzeba być ekspertem, by zauważyć, że auto prowadzi się bardzo przewidywalnie. Odpowiednia sprężystość zawieszenia pomieszana z dostojnością tłumienia nierówności sprawia, że auto w łukach pewnie trzyma się nawierzchni drogi i nawet przez chwilę nie wykazuje tendencji do podsterowności. Nawet prowokacyjne dodanie gazu na szybko pokonywanym łuku nie wyprowadza go z równowagi.


Volkswagen Golf VI = atrakcyjna stylistyka? Raczej ta sama od 30 lat – zresztą chyba nikt nie spodziewał się fajerwerków. Wszakże Golf w koncernie VW zawsze był uosobieniem tłumionych z całych sił emocji, zimnego i skalkulowanego do granic absurdu perfekcjonizmu. Emocje w przypadku tego modelu nigdy nie miały i nadal nie mają znaczenia – liczy się przywiązanie do tradycji. I to właśnie jej miał być podporządkowany nowy Golf. Zatem Walter de Silva, projektant grupy Volkswagena, czy tego chciał czy nie, musiał zachować swoje wizjonerskie zapędy dla innych modeli z rodziny Volkswagena, a Golfa pozostawić Golfem. Aczkolwiek, niepokorna włoska dusza twórcy sukcesu m.in. Alfy Romeo 156 zdołała przemycić do nowego kompaktu z Wolfsburga choćby odrobinę szaleństwa – przód jakby częściowo przeszczepiono z elektryzującego Scirocco, a tylna część nadwozia niewątpliwie nawiązuje do dostojnego Touraega. Wyszło nienajgorzej, choć nadal Volkswagen Golf VI daleki jest od nowatorskości.

VW Golf VI - nudny jak VW?

O ile o stylistyce każdego kolejnego Golfa można było zawsze powiedzieć, że jest równie intrygująca, jak budowa cepa, o tyle o projekcie wnętrza można było mówić tylko w samych superlatywach. Podobnie sprawa ma się z VW Golfem VI – to samochód, do obsługi którego nie potrzeba instrukcji obsługi – wszystko tutaj samoczynnie trafia w dłonie kierowcy. Z pewnością nie jest to finezja znana z włoskich konstrukcji, latynoska fantazja znana z Seata czy zawadiackość charakterystyczna dla francuskich konstrukcji, ale bez wątpienia jest to uznane i cenione wszędzie niemieckie rzemiosło, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Doskonałe materiały wykończeniowe, świetne ich spasowanie, wygodne siedzenia (szczególnie przednie fotele) i typowa dla klasy kompakt ilość miejsca (choć bagażnik ma „tylko” 350 l, konkurenci potrafią więcej) – wszystko to sprawia, że Golfa VI raczej trudno będzie strącić konkurentom z piedestału. Tym bardziej, że coraz częściej pojawiają się komentarze, że jakością wnętrza Golfowi raczej bliżej do… klasy premium!

"Get the Flash Player" "to see this gallery."

Także zegary w końcu przestały być nudne i monotonne. Tym razem, wzorem włoskich projektantów, prędkościomierz i obrotomierz umieszczono w bardzo stylowych tubach, podobnie jak w Passacie CC, pomiędzy którymi znalazł się wyświetlacz komputera pokładowego (i opcjonalnej nawigacji). Cyfry podświetlone spokojnym i kojącym kolorem w końcu prezentują się atrakcyjnie, a nie odpychająco (jak to miało miejsce w przypadku wściekle niebieskiego podświetlenia Golfa IV).

2.0 TDI - kulturalne i dynamiczne...

Pod maską opisywanego egzemplarza pracowała dwulitrowa jednostka napędowa o mocy 140 KM. Jednak w przeciwieństwie do pierwszych dwulitrowych diesli z grupy VW tutaj pracuje common rail, a nie pompowtryskiwacze. Twardy, metaliczny dźwięk spod maski zastąpił także dieslowski, ale już nie tak irytujący klekot. Jednostka nadal zdradza wysokoprężną naturę, ale przynajmniej w tej odmianie nie sprawia, że melomani modlą się o utratę słuchu.

Zresztą nie tylko dźwięk złagodniał. Także apetyt na paliwo spadł – 140 koni sprzężone z manualną sześciobiegową skrzynią biegów w trasie zadowala się ok. 5 – 6 l/100 km (w zależności od stylu jazdy), a w ruchu miejskim nie powinno przekraczać 7.5 – 8 l/100 km. Dokładając do tego osiągi (9.3 s do „setki”, prędkość maksymalna ponad 200 km/h) okazuje się, że 2.0 TDI może okazać się doskonałym towarzyszem każdej podróży. Tym bardziej, że już od najniższych obrotów ochoczo zbiera się do pracy – moment obrotowy o wartości 320 Nm dostępny już przy 1750 obr./min doskonale radzi sobie z napędem auta ważącego nieco ponad 1300 kg. Wyprzedzanie, dynamiczne przyspieszanie – wszystko to sprawia, że na twarzy kierowcy samoczynnie pojawia się niewinny uśmiech, niczym u przedszkolaka walczącego na miecze z kumplami.


Volkswagen Golf VI - okazyjny jak... Golf???

Golf nigdy nie należał do samochodów tanich. Jednak szósta generacja modelu pokazuje, że i z palety VW można wybrać coś bardzo ciekawego w cenie, która nie podniesie ciśnienia. Cennik otwiera wersja Trendline napędzana silnikiem o pojemności 1.4 l o mocy 80 KM za 60 tys. PLN. Pięć tysięcy więcej trzeba wyłożyć za model napędzany nowoczesnym silnikiem 1.2 TSI o mocy 105 KM. Najtańszy diesel to wydatek 70 tys. PLN (wersja 1.6 TDI 90 KM). Wersja 2.0 TDI to już wydatek 89 tys. PLN. Dużo, ale jest to najbogatsza wersja wyposażeniowa, Highline. Zresztą, co wcześniej z rzadka się zdarzało, przedstawiciel koncernu w Polsce przygotował bardzo atrakcyjne pakiety dodatkowego wyposażenia, w ramach których za naprawdę niewielkie pieniądze można otrzymać bardzo interesujące elementy wyposażenia dodatkowego.

Być może Golfstrom w ciągu ostatnich dwóch lat stracił nieco na sile. Być może ostatnie dwie zimy były nieco bardziej mroźne i śnieżne. Być może latem Słońce tak nie dopisało, jak to miało miejsce wcześniej. Istnieje wiele hipotez, wiele domniemywań, ale wszystko to obraca się w strefie przypuszczeń i pesymistycznych założeń. I wszystko to bynajmniej nie zapowiada wielkich zmian klimatycznych. Owszem, mogą one mieć miejsce, ale te dwa ostatnie lata należy raczej traktować jako normalne fluktuacje, coś co już wcześniej się zdarzało, tyle, że nie było tak szeroko komentowane.


Volkswagen Golf podobnie jak Golfstrom miewał swoje lepsze i gorsze lata. Z pewnością piąta generacja modelu po dziś dzień śni się księgowym koncernu z Wolfsburga. Ale ten koszmar już niedługo odejdzie w zapomnienie, bo nastała era nowego Golfa, Golfa VI. Volkswagena, który przenosi standardy klasy Premium do klasy kompakt.

 

Dodaj komentarz



SEO by AceSEF

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Reklama
     

Strony WWW