logo autotesty.net.pl


VW Passat B5 - nadal auto dla ludu?

Email Drukuj PDF

Zastanawiając się nad wyborem nowego używanego auta zazwyczaj stajemy przed dylematem: czy lepiej zainwestować w auto, które być może nie porywa wyglądem, ale zagwarantuje nam (w teorii) spokojną i niedrogą eksploatację (np. VW Passat B5), czy też zaryzykować, czytaj uwierzyć w sprzyjające nam szczęście, i skusić się na auto, które urzeka swoją niebanalną sylwetką, ale jakościowo nosi liczne znamiona poważnych uchybień na etapie konstruowania (np. Alfa Romeo 156)?

No właśnie, do pierwszej kategorii aut, czyli tych „nudnych, ale dobrych” instynktownie zaliczamy VW Passata B5. Dlaczego? Bo myślimy: „VW zawsze produkował auta niezawodne i dopracowane technicznie i pewnie nie inaczej jest w przypadku modelu B5”. Czyżby? Śledząc statystyki sprzedaży i zadowolenia klientów od roku 1974, kiedy to pierwsza generacja Passata debiutowała, okazuje się, że wykres zadowolenia kierowców ma postać równi, ale równi pochyłej. I okazuje się, że im nowszy Passat, tym lista problemów, których może przysporzyć, jest dłuższa! Zdziwieni?



NADWOZIE

Co prawda o gustach się nie dyskutuje, ale sylwetka Passata nie pozostawia złudzeń, z autem którego producenta mamy do czynienia. Masywny grill, trochę chromu i atrakcyjne aluminiowe felgi podnoszą nieco powieki na oczach, jednak nie na tyle, by sylwetkę Passata uznać za wyjątkowo atrakcyjną.

Inna sprawa to dojrzałość i heroiczność w walce z mijającym czasem – tutaj Passat ma zdecydowanie więcej do zaoferowania niż niejedno auto konkurencji. Stonowana sylwetka, awersja do aktualnych trendów stylistycznych i „volkswagenowska wizja auta atrakcyjnego” z biegiem lat procentuje. Mimo, że od modernizacji przeprowadzonej w 2000 roku, kiedy zmieniono między innymi pas przedni i kształt lamp tylnych, minęło już 10 lat, to Passat B5 nadal trzyma fason. Nigdy nie porywał stylistyką, ale przynajmniej godnie się starzeje.

PODWOZIE

Gdy auto debiutowało w 1996 roku oczy niemal całego motoryzacyjnego świata utkwiły w skomplikowanym i bez wątpienia ultranowoczesnym wielowahaczowym, aluminiowym zawieszeniu przednim. Zachwycano się nad precyzją prowadzenia i lekkością całej konstrukcji. Jednak czas szybko zweryfikował innowacyjny zamysł konstrukcyjny inżynierów z Wolfsburga i to, co miało być atutem Passata, stało się jego utrapieniem. Czas boleśnie uwydatnił wszystkie niedoskonałości takiego rozwiązania, a przede wszystkim ponadprzeciętną awaryjność. Właściciele aut sprzed modernizacji przeprowadzonej w 2000 roku pewnie po dziś dzień przeklinają „eksperta”, który zdołał przeforsować pomysł tak skomplikowanego i drogiego w eksploatacji zawieszenia przedniego w aucie, które od dziesiątków lat było synonimem „auta dla ludu”. Zresztą włodarze koncernu także, gdyż liczne akcje nawrotowe z tym związane kosztowały koncern z Wolfsburga miliony Euro.

Na szczęście w autach po modernizacji problem udało się częściowo wyeliminować, co nie oznacza, że całkowicie. Wahacze z przodu nadal są dość delikatne i wrażliwe na mizerną jakość polskich dróg, ale ich żywotność udało się znacznie wydłużyć. W egzemplarzach poliftingowych interwencja mechanika wymagana jest średnio co 70-90 tys. km, o ile stosuje się dobre jakościowo części oryginalne lub markowe zamienniki. Jednak ze względu na horrendalnie wysoką ich cenę (ok. 3 tys. PLN) właściciele dość często rezygnują z takiego rozwiązania na rzecz dużo tańszych części nieoryginalnych, które jakościowo można przyrównać tylko do produktów „made In China”. Wówczas niedoskonałość konstrukcji przedniego zawieszenia może już o sobie dać znać po 30 tys. km!

WNĘTRZE

Wymiarami nadwozia Passat wpisuje się w średnią segmentu D. Przy długości 4670 mm, szerokości 1740 mm i wysokości 1460 mm oferuje całkiem przyzwoitą ilość miejsca w środku. Rozstaw osi, wynoszący równe 2700 mm, zapewnia wygodną podróż pasażerom przedniego rzędu siedzeń, jak i tylnej kanapy, nawet, gdy zasiądzie tam troje dorosłych (ale nie przesadnie rosłych) amatorów długich podróży!

Co zwraca uwagę we wnętrzu auta? Ilość miejsca i pedantyczne uporządkowanie. Nikt, absolutnie nikt, nawet przez chwilę, nie będzie miał wątpliwości, że mamy do czynienia z produktem niemieckim. Prosty w obsłudze kokpit, świetnie opisane przyciski, przyjemne w dotyku materiały, świetne spasowanie (choć w opisywanym egzemplarzu z konsoli środkowej dochodziły nieprzyjemne trzaski) i bardzo wygodne fotele sprawiają, że podróż mija w bardzo przyjemnej atmosferze. Zatem ideał? Ależ skąd! To, co mi osobiście najbardziej utkwiło w głowie to… niezwykle irytujące i denerwujące podświetlenie zegarów na fioletowo-niebiesko-czerwono!!! Nie wiem, kto odpowiada za taką tęczę barw na kokpicie limuzyny VW, ale osobiście wręczyłbym mu wypowiedzenie. Pamiętam swego czasu, przy okazji jednego z testów, zdaje się VW Passata CC, rozmowa zeszła na temat podświetlenia zegarów. Jeden z pracowników koncernu z rozrzewnieniem wspominał „błękitne podświetlenie zegarów”! Jakież było moje zdziwienie, gdy uświadomił mi, iż to nachalne i krzykliwe fioletowo – niebieskie podświetlenie zegarów było konsekwencją przeprowadzonej wśród ówczesnych użytkowników aut VW ankiety! W tejże ankiecie większość opowiedziała się właśnie za takim zestawem wskaźników. Pozostaje mieć tylko nadzieję, iż ankiety nie przeprowadzano wśród osób niewidomych.

Zdolności przewozowe Passata są wystarczające. Co prawda nie jest to wynik rekordowy w klasie, ale pojemność 475 l w sedanie w zupełności wystarczy, by spakować wszystko, co niezbędne na weekendowy wypad za miasto. Przy dobrej organizacji i szczerych chęciach także na dwutygodniowe wakacje z cyklu „z mapą po Europie” wystarczy miejsca. Jeśli komuś mało, warto poszukać wersji Variant – 500 litrów w standardzie i 1,6 m3 po złożeniu oparć tylnej kanapy. Wtedy przestrzeni bagażowej na pewno już nie będzie brakować.

SILNIK

Skrót TDI na klapie bagażnika auta zawsze dobrze się kojarzył. Bo jak mało kto, koncern z Wolfsburga opanował rzemiosło tworzenia silników wysokoprężnych niemal do perfekcji. Dlaczego „niemal”? Bo do ideału jeszcze trochę brakuje, ale obiektywnie trzeba przyznać, że nie jest to droga nie do przebycia.

130 konne 1.9 TDI pracuje twardo i głośno. Szczególnie rano, gdy uruchamia się nierozgrzany silnik. Dźwięk, który dobywa się spod maski często działa po stokroć skuteczniej, niż „mała czarna Nesca”. I bynajmniej nie należy tego traktować jako komplement pod adresem 130-konnego TDI. Jednostka ta ma wiele zalet, ale zdecydowanie dużo brakuje jej do ideału. Technologia pompowtryskiwaczy, jeszcze do niedawna uparcie stosowana przez VW, może i dostarcza imponującej mocy, może i zachwyca elastycznością, niskim zapotrzebowaniem na olej napędowy i wysoką sprawnością mechaniczną, jednak kulturą pracy nie jest w stanie dorównać jednostkom HDI, CDI, czy też CDTi. TDI na pompowtryskiwaczach po prostu pracuje zdecydowanie za głośno.

Czy oprócz głośnej pracy jednostka 1.9 TDI 130 KM czymś jeszcze się wyróżnia? Przede wszystkim anonimowym potencjałem. Passat w tej wersji nadwoziowej przyspiesza do pierwszej „setki” w czasie poniżej 10 s i może rozpędzić się do ponad 200 km/h. Maksymalny moment obrotowy o wartości 310 Nm dostępny już poniżej 2 tys. obr./min. zapewnia świetną elastyczność i jeszcze lepsze wrażenia z jazdy. Przy tym wszystkim spalanie jest więcej niż imponujące – średnio ok. 6.5 l/100 km, w mieście w granicach 7.5 l/100 km, w trasie przy rozważnym obchodzeniu się z pedałem gazu i sprzyjających warunkach drogowych można zejść nawet do 5 l/100 km!

Jakieś wady? Niektórzy narzekają na nierównomierne rozwijanie mocy i gwałtowny przyrost potencjału przy 2 tys. obr./min. Hmm… Mnie osobiście gwałtowny przyrost mocy bynajmniej nie przeszkadza, co więcej, bardzo mi odpowiada – uwielbiam silniki, które ni stąd ni zowąd eksplodują temperamentem! Taki też jest Passat 1.9 TDI – przy niespełna 2 tys. obr./min. eksplodujące 310 Nm wyrywa auto z całej siły do przodu zaskakując niejednego kierowcę. Elastyczność auta zdumiewa – zwiększenie prędkości z 60 do 100 km/h trwa zaledwie 7 s. (na IV biegu)! Zatem wyprzedzanie, nawet długich kawalkad ciężarówek, nie powinno stanowić większego problemu.

WYPOSAŻENIE

Z wyposażeniem bywa różnie. Bo z jednej strony VW słynie raczej z umiarkowanej hojności i samochody koncernu z Wolfsburga raczej przesadnie bogato wyposażone nie bywają. Z drugiej jednak strony, znaczna część oferowanych na rynku polskim aut pochodzi z prywatnego importu, a w Niemczech dealerzy bywali zdecydowanie bardziej szczodrzy, a klienci bardziej wymagający.

Zatem czego można się spodziewać? Cztery poduszki powietrzne, elektryczne szyby z przodu, elektryczne lusterka, ABS, welurowa tapicerka – to spotkamy niemal w każdym egzemplarzu. Klimatyzacja (manualna lub Climatronic), ESP, TCS, nawigacja to elementy zarezerwowane dla bogatszych wersji, które także na polskim rynku się zdarzają.

NIEZAWODNOŚĆ

Jeśli wierzyć statystykom niezawodności to Passat B5 wypada przeciętnie. W kategorii aut 6 – 7-letnich w zestawieniu niemieckiego TUV Passat B5 został sklasyfikowany na 44. miejscu, ex equo z Citroenem Xsarą, za takimi tuzami jak Mercedes Klasy S, Audi, A2 czy Ford Mondeo. W tym samym zestawieniu, tyle, że w kategorii aut 8 – 9-letnich Passat B5 znalazł się na 32. miejscu, z usterkowością 17.2% (taki odsetek aut podczas obowiązkowego przeglądu nie spełniał podstawowych wymagań w zakresie sprawności).

Opinie niemieckiej organizacji na temat auta zdają się potwierdzać sami użytkownicy – aż ¼ z nich nie zdecydowałaby się na zakup auta ponownie! Dlaczego? Bo oczekiwała zdecydowanie wyższej niezawodności. Większość użytkowników decydując się na zakup Passata uważała, że kieruje się głosem rozsądku. Wielu myślało: „Alfa Romeo 156 to fajna bryka, ale co z tego, że fajna, skoro i tak większość czasu spędzę w warsztacie. Dlatego kupię coś pewnego – Passat B5 to na pewno pewny zakup.” A tu ZONK!!! VW Passat B5 to nie ten sam VW, co jeszcze kilkanaście lat temu. Ten Passat się psuje! I to wcale nie tak rzadko. Owszem, nie można przypiąć mu łatki „auta warsztatowego”, ale po legendarnej niezawodności nie ma już śladu. Co się psuje? Drobiazgi, ale irytujące drobiazgi: zamki drzwi, zamek bagażnika, klimatyzacja, przepływomierze. Z „grubszych spraw” warto wspomnieć o problemach z ciśnieniem doładowania, wrażliwych na jakość paliwa pompowtryskiwaczach, podatnym na uszkodzenia wielowahaczowym zawieszeniu (choć i tak jest zdecydowanie lepiej, niż w Passacie sprzed liftingu, tj. z lat 1996 – 2000).

Zresztą opinia jednego z użytkowników mówi sama za siebie: „Ogólnie idea wielowahaczowego zawieszenia z lekkich stopów aluminium jest bardzo słuszna - utrzymuje kolo niemal zawsze pod kątem prostym w stosunku do nawierzchni, co znacząco wpływa na pewność prowadzenia i pokonywania zakrętów. Jest to jednak rozwiązanie projektowane przez ludzi żyjących w normalnym świecie, z myślą o ludziach jeżdżących po normalnych drogach. Nikt zapewne nie przewidział, że te samochody będą użytkowane w polskiej dziczy!

Najtrafniej o niezawodności auta świadczy komentarz innego użytkownika: „Auto doprawdy oszczędne. Ale co z tego, skoro pieniądze zaoszczędzone na paliwie, bo przyznaje ze spalanie jest naprawdę niskie, wydaje się na usuwanie coraz to nowych usterek, a z czasem i na poważniejsze naprawy (turbo, wtryski, zawieszenie).

CENA

Passat B5 do tanich nie należy. Ceny egzemplarzy poliftingowych (3BG) z początku produkcji, tj. z 2000 roku, wyposażonych w jednostki wysokoprężne zaczynają się od ok 15 - 20 tys. PLN. Za egzemplarz pięcioletni, z niewielkim przebiegiem, z udokumentowaną przeszłością serwisową i z bogatym wyposażeniem trzeba zapłacić nawet 35 tys. PLN.

Przeglądając ogłoszenia w oczy od razu rzuca się ogromna rozpiętość cenowa – egzemplarze wyprodukowane w tym samym roku może dzielić nawet 10 tys. PLN! Skąd ta różnica? Passat B5 to auto niezwykle cenione nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Znalezienie zadbanego egzemplarza wyposażonego w jednostkę TDI, z niewielkim przebiegiem, graniczy niemal z cudem. Dlatego jak już taki rodzynek się znajdzie, to jego właściciel może życzyć sobie za auto wygórowanej ceny, która tak czy owak, prędzej czy później, ktoś mu zapłaci. Polacy kochają VW-y i darzą je wielkim zaufaniem, stąd ceny bywają bardzo wysokie.

PODSUMOWANIE

Ogólnie auto warte zainteresowania, ale nie koniecznie polecenia z czystym sumieniem. Dlaczego? Dla kogoś, kto spodziewa się spokojnej i całkowicie bezproblemowej eksploatacji Passat B5 może być ogromnym rozczarowaniem. Nie jest to już ten sam VW, co niegdyś. Passat B5 1.9 TDI 130 KM oferuje wiele: pojemne wnętrze, dobre materiały wykończeniowe, wygodne siedzenia, dynamiczny i oszczędny silnik i precyzyjne prowadzenie, ale też wiele wymaga. Przede wszystkim cierpliwości, bo czasami potrafi się popsuć, a naprawa wcale nie musi być tania.


DANE TECHNICZNE
Długość [mm] 4 670
Szerokość [mm] 1 740
Wysokość [mm] 1 460
Rozstaw osi {mm] 2 700
Masa [kg] 1 395
Poj. baku [l] 62
Poj. bagażnika. [cm3] 475
Poj. skok. [cm3] 1 896
Rodzaj [B/D] D
Układ/liczba cylindrów R/4
Moc [KM] 130
MMO [Nm/rpm] 310/1900
V max [km/h] 208
0-100 km/h [s] 9.9
ZUŻYCIE PALIWA
- miasto [l/100 km] 7.3
- trasa [l/100 km] 5.1
- średnie [l/100 km] 6.3

PODsumowanie 

ZALETY

dynamiczna i bardzo ekonomiczna jednostka napędowa

funkcjonalność

jakość materiałów

przyjemne prowadzenie

przestronne wnętrze

WADY

uciążliwe usterki, które nie zawsze okazują się drobnymi i tanimi w usunięciu

nudna stylistyka


 

Dodaj komentarz



SEO by AceSEF
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Reklama
     

Strony WWW