Wrześniowy poranek. Godzina 7.30. Do umówionego spotkania jeszcze niecałe pół godziny. Wzgórza otulone poranną mgłą tajemniczo spoglądają w naszym kierunku. Wrzosowiska wynurzające się przed naszymi oczyma wyglądają jakoś inaczej. Czyżby zima już nadeszła? Pierwsze jej symptomy w postaci białawego nalotu na każdym źdźble trawy. Nie - to nie to. Rzut oka i empiryczne
doświadczenie rozwiewają wątpliwości - to nie śnieg - to rosa. Delikatna i łudząco przypominająca śnieg. Jednak rosa. Szczelnie pokrywająca wszystko dookoła i dziewicza niczym biały nietknięty puch. Jednak nadal rosa...
|
Nagle cisza poranka i bezgłos pięknych szkockich gór zostają brutalnie zakłócone. W oddali słychać dźwięk silnika i szum opon odbijający się od okalających szosę wzgórz. Wiatr niesie nuty szybciej niż oczy widzą błysk świateł. I nagle tuż przed nami pojawia sie on - bohater dzisiejszego opowiadania. W srebrnej szacie, potężny, groźny. Masywny i ogromny. Piękny i surowy. Głośny i niepokorny. VW Passat B6 2.0 TDI. Gordon czeka pół minuty, by turbina ostygła, gasi silnik i wysiada. Pogodny uśmiech i słowa - ,,zaczynamy?" Zatem test czas zacząć...
Wsiadamy do auta i ruszamy. Niemały dystans przed nami, bo blisko 150 km do przejechania do miejsca docelowego. Miejsca, które obraliśmy jako sceneria do sesji srebrnego Passata. W czasie podróży Gordon opowiada o aucie.
Stał się jego posiadaczem niespełna 2 lata temu. Wcześniej jeździł Renault Laguną z 1997 roku, zatem przesiadka na VW Passata to była nie lada zmiana. Nie oznacza to, że Laguna to była droga przez mękę. Nic z tych rzeczy. Ale Passat to było nowe, potężne auto, z dynamicznym i oszczędnym silnikiem wysokoprężnym. Tak mówił prospekt w salonie i tak reklamował go sprzedawca. Zapewniał, że jest to auto idelane dla Gordona. Czy miał rację? Po kolei...
VW Passat B6 - pierwsze wrażenia
Opisywany VW Passat to wersja Kombi (Variant) z początku 2008 roku. Srebrny kolor w przypadku tego auta optycznie je powiększa. Najnowszy model Volkswagena sam w sobie jest już pokaźny na tle klasowych rywali, zatem kolorystyka utrzymana w jasnej tonacji dodaje mu jeszcze optycznie kilku dodatkowych centymetrów. Wersja kombi (Variant) to już potęga przestrzeni, triumf przestronności i maksymalizmu...
Auto prezentuje się okazale. Zarówno z profilu bocznego, jak i przyglądając się przedniej bądź tylnej części karoserii. Wydaje się ciężkie i masywne. Czy to zaleta? A może wada? Raczej nic z tych rzeczy - najnowszy Passat po prostu taki ma być.
Linii bocznej pod względem proporcji niewiele można zarzucić. Zachodzące na boki przednie i tylne światła dość dobrze się uzupełniają. Szczególnie korzystnie prezentują się lampy tylne, które urzekają swoją prostotą i skrytą elegancją. Lampy przednie, bez wyraźnie zaakcentowanych kloszy kierunkowskazów nieco zlewają się z całą karoserią, a to za sprawą jasnego lakieru. Przetłoczenie boczne, wyraźnie zaakcentowane w przypadku wersji kombi, ciągnie się od górnego narożnika przedniego reflektora, zanikając nieznacznie na wysokości nieśmiało wyeksponowanych błotników, aż po górny narożnik świateł tylnych. Ów linia dzieli profil boczny auta na dość niewyszukaną podstawę i szlachetnie wykończoną koronę. Poniżej przetłoczenia mamy do czynienia, z tym do czego VW na przestrzeni lat nas przyzwyczaił - prostota i foremność aż do granic absurdu. Wszystko jest proporcjonalne, nawet ów przetłoczenie jest równoległe do chromowanej listwy ochronnej na drzwiach. Perfekcjonizm i matematyczna dokładność w najczystszej postaci. Jednak powyżej granicy wyznaczonej przez ów przetłoczenie VW pokazał, że stać go na coś więcej. Może nie jest to wybuch emocji i fajerwerków na miarę nowego Opla Insignii, ale tez nie brakuje tu dyskretnej elegancji i atrakcyjnych akcentów.
Przede wszystkim uwagę zwraca dynamizm linii okien bocznych. Subtelne podniesienie linii okien bocznych w tylnej części nadwozia z jednoczesnym obniżeniem profilu dachu nadało sylwetce lekko klinowatego kształtu - dynamizmu. Co ważne, udało się zgrabnie wykończyć tylną część nadwozia i uchronić całościowy obraz auta przed złudnym odczuciem wymuszonego powiększenia tylnej części karoserii. Wersja kombi prezentuje się proporcjonalnie i bynajmniej nie topornie. Co nie oznacza, że Passatowi można przypisać lekkość formy. Aż tak daleko w swoim osądzie jednak bym się nie posunął. Auto prezentuje się atrakcyjnie, ale z pewnością nie można mu przypisać ,,lekkości" formy. Passat wygląda masywnie i nawet nie próbuje walczyć z takim wizerunkiem. Wręcz przeciwnie - zdaje się wręcz, że konstruktorzy i projektanci mieli taki zamiar - by nadać autu masywności, ,,wymuszonej toporności i męskości. No właśnie - męskości. VW Passat jest typem twardziela. Nie zaskakuje smaczkami stylistycznymi, nie urzeka artyzmem wykończenia detali. Jest poprawny w formie i treści. Nie próbuje udawać - jest dziełem Volkswagena i kultywuje volkswagenowskie standardy, czyli przede wszystkim praktyczność.
Przednia część nadwozia zdradza, iż w gronie projektantów modelu znalazł się jeden niepokorny duch, który zdołał jakimś cudem przeforsować swoje pomysły. Klosze reflektorów, duże i niemal idealnie proporcjonalne ratuje przed totalną ,,nudnawą normalnością" zdecydowane zagłębienie na jego skraju. Ogromny znak firmowy wkomponowany w potężne i masywne użebrowanie wlotu powietrza bezceremonialnie i bezwstydnie informuje o pochodzeniu auta. Dzięki chromowanemu wykończeniu wlotów powietrza przód zyskuje nieco na atrakcyjności. Jednak nie jest to wybuch emocji na skalę Insignii. Co nie oznacza, że przód jest nudnawy. Nie - nic z tych rzeczy. Może się podobać, ale na pewno nie zawiśnie w pokoju młodego pasjonata motoryzacji na ścianie. Jest poprawny i ... nic poza tym. VW Passat pozostał o jeden krok w tyle za konkurencją...
Tylna część nadwozia to także uosobienie spokoju. Zero spontanicznych emocji. Poprawność i dyskretna elegancja. Praktyczność ponad wszystko. Jedynie kształt świateł tylnych zdradza, że ktoś z nutką fantazji miał swój niewielki udział w projektowaniu auta. Z pewnością to ta sama osoba, która przeforsowała kształt przednich reflektorów.
Ogólnie w momencie debiutu prasa motoryzacyjna dość pozytywnie, wręcz entuzjastycznie wypowiadała się na temat stylistyki nowego VW Passata. Jednak biorąc pod uwagę upływ czasu nie sposób nie zauważyć, że auto stylistycznie już nieco odstaje od obecnych standardów. Owszem, nie straciło nic ze swej elegancji, ale świeżości formy z pewnością ubyło...
VW Passat - wnętrze
Pokonując kolejne kilometry i podziwiając piękne, kręte górzyste trasy Szkocji zaczynam zastanawiać się nad wrażeniami z jazdy. Jak VW się prowadzi, jakie wrażenia z jazdy zapewnia prowadzącemu i pasażerom? I ogarnia mnie dziwne, w znaczeniu niesamowicie pozytywne uczucie obcowania z autem, które wydawać by się mogło znam i użytkuję już od kilku lat. Hm... VW Passat stylistycznie może już nieco się zestarzał, może nigdy nie zaskakiwał oryginalnością linii nadwozia, ale jednego nie można mu odmówić - mało jest aut, w których człowiek już po minucie czuje się jak u siebie, jakby znał ten model i to auto od lat. Jakby w zasadzie nigdy z niego nie wysiadał... Niesamowite, ale konstruktorom z Wolfsburga udało się coś, co niewielu może wpisać w swoje resume - stworzyć auto na wskroś nowoczesne, praktyczne i idealnie wpasowane w subiektywne odczucia podróżujących nim klientów.
Zacznijmy od początku. Przede wszystkim wnętrze jest przestronne, bardzo przestronne. Auto już z zewnątrz wydaje sie przepastne, jednak uczucie to wzmaga się po zajęciu miejsca w środku. Co tu wiele pisać - miejsca naprawdę jest pod dostatkiem zarówno w przedniej części nadwozia, jak i na tylnej kanapie. Dokładając do tego niespełna 600-litrowy (dokładnie 588 litrów) bagażnik uzyskujemy kompilację parametrów zapewniającą komfortowe warunki podróży czterem dorosłym pasażerom. Pięć dorosłych osób na pokładzie to już nieco za dużo, co nie oznacza, że na krótkich odcinkach jest to niemożliwe.
Z punktu widzenia łatwości obsługi VW zadbał, by nawet niezaznajomieni z marką nie mieli przesadnie dużo problemów. Wszelkie przyciski, dźwigienki, przełączniki nie dość, że są dobrze opisane, to jeszcze znajdują się w tych miejscach, w których spodziewamy sie je znaleźć. Koło wielofunkcyjnej kierownicy ma odpowiednią średnicę, a jej wieniec odpowiednią grubość. Regulacja dwuosiowa kolumny kierownicy połączona z szerokim zakresem ustawień fotela sprawia, że każdy znajdzie pozycję optymalną dla siebie. Kwestia foteli - także i w tej materii nie ma się czego przyczepić. Podparcie boczne, długość siedziska, wyprofilowanie odcinka lędźwiowego - wszystkie parametry dobrano w sposób zapewniający komfortowe warunki podróży. Jedynie nadzwyczajnie niskie osoby mogą mieć problemy z dobraniem właściwej pozycji za kierownicą.
Materiały zastosowane do wykończenia przedziału pasażerskiego absolutnie nie budzą żadnych zastrzeżeń. Tworzywa sztuczne, z których wykonano deskę rozdzielczą są miękkie i miłe w dotyku. Ponadto ich faktura sprawia, że wnętrze dość łatwo utrzymać w czystości. Seryjny radioodtwarzacz nie dość, że ciekawie wygląda i współgra z charakterem wnętrza auta, to jeszcze nieźle gra i jest prosty w obsłudze. Do czytelności także nie można mieć zastrzeżeń. Ale... No właśnie jest jedno ,,ale". Zegary. Tradycyjne, eleganckie i czytelne, ale tylko do momentu włączenia świateł. Wówczas niebieskie ich podświetlenie w połączeniu z czerwonymi wskazówkami i wskazaniami komputera pokładowego prezentują się ... okropnie. Nie dość, że ich czytelność jest wątpliwa, to jeszcze w nocy męczą wzrok. Doprawdy trudno pojąć metodykę myślenia projektantów. Być może na siłę starali się wprowadzić do auta jakiś element ekstrawagancji. Niestety - wybrali najgorszy z możliwych. VW Passat w końcu od zawsze był tradycjonalistą.
W kwestii wyposażenia prezentowana generacja VW Passata na rynku polskim dostępna jest w trzech wariantach wyposażenia: Trendline, Comfortline i Highline. Prezentowane auto odpowiada poziomowi Comfortline. W zasadzie w zakresie wyposażenia prezentowany egzemplarz dysponuje wszystkim, co w aucie tego segmentu niezbędne: komplet poduszek powietrznych (czołowe, boczne i kurtynowe), system stabilizacji toru jazdy ESP, dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, pakiet elektryczny o takich elementach jak ABS czy wspomaganie układu kierowniczego już nie wspominając.
Z elementów, które zdecydowanie powinny znaleźć się w aucie tego typu, a brakuje ich w wyposażeniu prezentowanego modelu, wymienić należy poduszkę kolanową kierowcy, która jest niedostępna nawet za dopłatą.
Krople deszczu pojawiają się na szybach. Niepostrzeżenie słońce schowało się gdzieś za chmurami i tylko resztki jego blasku przebijają się przez masywne chmury...
VW Passat - prowadzenie
Jeśli chodzi o układ kierowniczy i zawieszenie to auto prezentuje przyzwoity, w znaczeniu bardzo poprawny i zapewniający przyjemną eksploatację poziom kierowalności. Zarówno układ kierowniczy, jak i zestrojenie zawieszenia pozwalają z wyprzedzeniem przewidzieć reakcje auta na zmieniające się warunki trakcyjne. VW Passat nie jest ani przesadnie twardy, ani miękki - na drobnych nierównościach zachowuje się neutralnie, także poprzeczne garby nie robią na nim najmniejszego wrażenia. Auto sunie jak po szynach. Do układu kierowniczego także nie można mieć zastrzeżeń - jest precyzyjny i w sposób jednoznaczny przekazuje, to co dzieje sie na styku kół z nawierzchnią drogi. W razie nieprzewidzianych sytuacji drogowych z pomocą przychodzi system ESP, który w sposób zdecydowany reaguje na niebezpieczne sytuacje drogowe.
VW Passat B6 2.0 TDI - pod maską ... moc
Opisywane auto napędzane jest dwulitrowym silnikiem wysokoprężnym. VW to koncern, który od kilku już lat kultywuje technologię pompowtryskiwaczy, a raczej należałoby rzec - kultywował. Otóż w 2008 roku koncern z Wolfsburga zdecydował się na odejście od technologii pompowtryskiwaczy na rzecz stosowanego przez wszystkich systemu common rail. Niestety prezentowane auto to model napędzany silnikiem bazującym jeszcze na technologii pompowtryskiwaczy. I w zasadzie nie sposób tego nie zauważyć (czyt. usłyszeć). Szczególnie zimny silnik potrafi wywołać ciarki na plecach. I bynajmniej nie są to ciarki ekscytacji. Jego metaliczny odgłos z pewnością do akustycznych cudów tego świata nie należy. Twardy dźwięk łagodnieje po rozgrzaniu jednostki napędowej i staje się znośny. Co bardzo pozytywnie zaskakuje, wnętrze zostało bardzo dobrze dopracowane pod względem wyciszenia i siedząc za kierownicą auta odgłos jednostki nie jest nadmiernie uciążliwy.
Cechą charakterystyczną vokswagenowskich silników wyposażonych w pompowtryskiwacze jest bardzo dynamiczny przyrost mocy. Bez najmniejszych problemów można wyczuć moment, w którym turbina wkracza do akcji i daje ,,niesamowitego kopa". Dla jednych to poważna wada jednostki, dla mnie osobiście bardzo pozytywna cecha, gdyż dokładnie czuję jak auto z impetem szaleńca budzi się do życia i wkracza brutalnie do akcji. Samochód jest mocny i bardzo łatwo zerwać przyczepność kół osi napędowej, nawet na 2 biegu! Moc aż kipi i domaga się uwolnienia. Co ciekawe, auto jak na swoją masę i gabaryty nie jest przesadnie łase na olej napędowy. Na dystansie ponad 300 km średnie spalanie wskazywane przez komputer pokładowy wyniosło 5.7 litra (trasa wiodła drogami pozamiejskimi, z licznymi wzniesieniami). Jak na masę, moc i gabaryty auta wynik doprawdy godny podziwu. W ruchu miejskim auto zadowala się 8 litrami na każde 100 km.
VW Passat znaczy niezawodny - czyżby?
Testowane auto to egzemplarz niespełna dwuletni. Gordon z racji charakteru pracy i jej lokalizacji dziennie pokonuje nim niemal 100 km. Nie dziwi więc, że opisywane auto ma juz przejechane niemal 70 tys. km. Czy prezentowany VW Passat zaskoczył właściciela jakimiś nieprzewidzianymi wizytami w serwisie? Niestety tak. I niestety nie jeden raz.
Pierwszy raz samochód odmówił posłuszeństwa w drodze do pracy przy przebiegu 13 tys. km. Silnik nagle bez ostrzeżenia stracił moc i zaświeciła się kontrolka ,,check engine". Jak się okazało w serwisie wina leżała po stronie oprogramowania jednostki napędowej. Skasowanie błędu i wgranie nowego oprogramowania rozwiązało problem.
Kolejny raz Passat odmówił posłuszeństwa przy przebiegu 34 tys. km. Wówczas awarii uległ przepływomierz powietrza. W serwisie stwierdzono, iż tego typu awaria w aucie o tak małym przebiegu to rzadkość.
Ostatni raz auto zawiodło całkiem niedawno, bo przy przebiegu 66 tys. km (obecnie niespełna 70 tys. km). Wówczas posłuszeństwa odmówił silnik wycieraczek, co unieruchomiło auto na drodze (padał ulewny deszcz i dalsza jazda była niemożliwa).
Jak na niespełna dwuletnie auto frekwencja nieprzewidzianych wizyt w serwisie jest niepokojąca. A jednak stało się.
Właściciel auta podkreśla także fakt, iż silnik ma tendencję do ,,brania" oleju. Jest to znany producentowi fakt, który został nawet wyraźnie zaznaczony w instrukcji obsługi auta.
VW Passat B6 2.0 TDI - co się psuje?
Analiza usterkowości i innych przypadłości VW Passata nie napawa optymizmem. Oprócz wymienionych inni użytkownicy wśród usterek, z jakimi przyszło im się zmierzyć wymieniają: pękające głowice (w serwisie VW poinformowano mnie, iż problem dotyczył samochodów wyprodukowanych przed 2007 rokiem i obecnie producentowi udało się już z nim uporać), usterki pompy oleju, turbosprężarki, oraz awarie typowe dla nowoczesnych diesli, czyli defekty dwumasowego koła zamachowego oraz elementów układu wtryskowego.
Poza wymienionymi typowymi piętami achillesowymi limuzyna VW sprawuje się całkiem nieźle. Chwalona jest za bardzo wysoki komfort podróży, świetne właściwości jezdne, dynamikę i oszczędność nowoczesnych diesli. Materiały zastosowane do wykończenia przedziału pasażerskiego kwalifikują raczej VW Passata do klasy aut luksusowych i wysoko ustawiają poprzeczkę konkurencji. Przepastny bagażnik wersji Variant oraz duży zapas przestrzeni dla pasażerów obu rzędów siedzeń sprawiają, że auto idealnie nadaje się na długie wyjazdy rodzinne, wakacyjne, jak i służbowe. Jednak liczba awarii w tak dopracowanym, zdaniem producenta, aucie pozostawia ogromny niedosyt.
Co istotne, spośród kilkunastu wybranych właścicieli Passatów B6 z silnikiem 2.0 TDI 140 KM, aż ponad połowa stwierdziła, że nie zdecydowałoby się ponownie na zakup tego auta! Jest to chyba sygnał alarmowy dla konstruktorów następcy...
Ogólnie VW Passat B6 w wykonaniu koncernu z Wolfsburga to krok w dobrym kierunku. Stylistycznie samochód dojrzał do dzierżenia prymu lidera w segmencie. Oferuje przepastną ilość miejsca w środku, świetne wyposażenie, wysoki poziom bezpieczeństwa i perfekcyjne wykonanie przedziału pasażerskiego. Niestety w kwestii niezawodności VW wykonał krok w ... tył.
Samochód wyposażony w silnik wysokoprężny z reguły wybierany jest przez osoby ceniące dynamikę i zwracające uwagę na koszty eksploatacji. O ile rachunki na stacji benzynowej faktycznie umożliwią zaoszczędzenie dość pokaźnej sumki, o tyle całokształt eksploatacji już tak radośnie nie wygląda. Dość liczne i jak na VW nietypowe usterki sprawiają, że inwestycja w VW Passata B6 2.0 TDI może okazać się nietrafiona. Dlatego przed zakupem warto dokładnie skontrolować stan auta i nie podejmować decyzji pochopnie. Najlepiej zresztą kierować się zasadą: ,,im młodsze auto tym wieksza szansa, że większość awarii i niedoróbek została już usunięta." No i oczywiście należy być dobrej myśli...
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| « poprzednia | następna » |
|---|






Komentarze
Mam takiego samego z roku 2007, ktory to posiada nadal pompowtryskiwac ze, jednak nie takie ktore znamy z modeli B5FL. Sa to pompowtryskiwac ze piezoelektryczn e, dzieki ktorym silnik chodzi bez porownania ciszej, kulturalniej od silnikow poprzednich modeli.
Co do wnetrza - w zdecydowanej wiekszosci aut nawet z tego rocznika skrzypi deska i czasem slychac nieprzyjemne odglosy.
Zreszta czego mozna dowiedziec sie o aucie po 150km.