logo autotesty.net.pl


Yeti w miejskiej dżungli

Kryptozoolodzy (czyli badacze zwierząt dawno wymarłych, jak i tych których istnienia nie udało się dotychczas oficjalnie potwierdzić) w końcu mają „namacalny” dowód na to, że Yeti istnieje. Już od XIX wieku, poprzez liczne przypadkowe spotkania ludności tubylczej, tragarzy i entuzjastów najwyższych gór świata mit „Wielkiej Stopy” zamieszkującej odludne obszary Himalajów i Syberii , rozprzestrzenił się i zaintrygował (i nadal intryguje) miliony ludzi na świecie. Liczne, niezliczone wręcz już ekspedycje naukowe nie zdołały jednoznacznie potwierdzić, że Yeti naprawdę istnieje. 20 października 2008 roku japońskim badaczom w górach Nepalu udało się odkryć i udokumentować odcisk stopy w śniegu przypominający kształtem stopę ludzką, tyle że mierzącą 20 cali (ok. 51 cm). Jednak nic poza tym. Aż do połowy marca 2009 roku, kiedy to odbył się Geneva Motor Show. Wówczas po raz pierwszy cały świat zobaczył Yeti. Gdzie? Na stoisku Skody!



W połowie lutego, kiedy wszyscy już powoli zaczęli oczyszczać z kurzu opony letnie i umawiać się u znajomego wulkanizatora na zmianę opon, a mieszkańcy bieszczadzkiej Wetliny ruszyli na strychy swych chat w poszukiwaniu miejsca, gdzie można by było przechować łańcuchy, zima kolejny raz nas zaskoczyła. Wróciła. Jakież było moje zdziwienie, gdy piątkowego poranka ujrzałem auta pokryte białym puchem. Z jednej strony dramat, ale z drugiej strony nie mogłem sobie wymarzyć lepszej scenerii do testowania tego auta – Skoda Yeti w najmocniejszej benzynowej wersji 1.8 TSI i jej 160 KM pod maską miały poskromić te śliskie ulice. Czy się udało?

Przyjęło się, że pierwsze wrażenie zawsze jest najważniejsze. Otóż nie! Początkowo Yeti wizualnie wydała mi się maleńka, jakby zamiast wielkiej człekokształtnej małpy postawiono przede mną kapucynkę. Jednak wystarczyło zaledwie zbliżyć się do auta na kilkadziesiąt centymetrów i uchylić drzwi, by momentalnie się przekonać, że pozory mogą mylić. Jednak po kolei…

WIZUALNIE...

Wygląd – każdy widzi i pewnie sam sobie zdanie wyrobi. Ja w każdym razie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jakoś nie „ruszają” mnie auta, które udają, że są czymś innym, niż nam to oczy i rozum podpowiadają. A ze Skodą jest i zawsze było inaczej – auta tej marki nigdy nie udają tego, czym nie są. Yeti w założeniach konstrukcyjnych miało być lekkim SUV-em, który w razie potrzeby miał poradzić sobie z nieco cięższym terenem. I miało przy tym wyglądać ciekawie, ale nie wyzywająco. I taki jest. Pomysłowo narysowany przód auta, z finezyjnymi reflektorami i pokaźnymi światłami przeciwmgielnymi, nawet pozbawiony loga sugerowałby, z autem jakiego producenta mamy do czynienia. Pokaźny, masywnie użebrowany wlot powietrza zdaje się być preludium do „ciężko” prezentującej się bryły auta. W profilu bocznym uwagę zwracają przede wszystkim potężne nadkola wyraźnie wystające poza obrys auta oraz niewielka przestrzeń przeszklona, spotęgowana dodatkowo czarnymi słupkami przednimi i tylnymi. Spoglądając na autu z tyłu widzimy proste w formie reflektory tylne oraz symbol „TSI 4x4”, który już na wstępie jest zapowiedzią niemałych emocji.

Jeśli ktoś oczekiwał po tym aucie smaczków stylistycznych na wzór aut Alfy Romeo czy Lancii, może być nieco rozczarowany. Natomiast, jeśli priorytetem jest dla niego funkcjonalność i poręczność auta, to w Yeti odnajdzie drugi dom. Wystarczy uchylić drzwi…

WNĘTRZE...

Pierwsze, co rzuca się w oczy przymierzając się do auta to wysoka pozycja za kierownicą. Już na etapie zajmowania miejsca w Yeti da się odczuć wyraźnie wyższą konstrukcję SUV’a Skody. Mimo, że zewnętrznie auto prezentowało raczej kompaktowe zapędy konstruktorów, faktyczna ilość przestrzeni w środku może zaskoczyć. Oczywiście „in plus”. Bazujący na tej samej płycie podłogowej, co Octavia, SUV Skody oferuje naprawdę przyzwoitą ilość miejsca w środku. Doprawdy nikomu nie powinno tutaj brakować miejsca, no chyba, że pasażerem okaże się Nikołaj Wałujew chcący zakosztować podróży na tylnej kanapie „terenowej” Skody. I jemu raczej miejsca brakować będzie, ale głównie na szerokość – dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu ilość miejsca nad głowami pasażerów może zawstydzić niejednego wyżej pozycjonowanego rywala.

Regulowana w dwóch płaszczyznach i przyjemnie mała kierownica obszyta skórą świetnie leży w dłoniach i daje poczucie kontroli nad mocnym poniekąd autem. Przyjemnie krótki lewarek sześciobiegowej skrzyni biegów znajduje się dokładnie tam, gdzie nasza dłoń spodziewa się go zastać opadając swobodnie z kierownicy. Sama precyzja pracy skrzyni, krótkie skoki lewarka, sprawiają, że zmiana przełożeń w tym aucie to niekwestionowana przyjemność.

Jeśli chodzi o obsługę auta, to zasadniczo większych uwag nie ma. Wszystkie przełączniki zostały dobrze opisane i znajdują się pod ręką, ale pojawiły się drobne niedociągnięcia. Przede wszystkim przyciski do obsługi fabrycznego zestawu audio zgrupowane na kole kierownicy poprzez swoje, w moim mniemaniu, nieporęczne usytuowanie, dość często stwarzają możliwość niezamierzonej zmiany ustawień głośności radia. Czym to skutkuje? Podczas gwałtownych manewrów kołem kierownicy nieumyślnie podnosimy poziom głośności radia z przyjemnych 7 kresek do 25! A to wywołuje szybsze bicie serca i zdezorientowanie kierowcy.

Druga sprawa to podłokietnik – jest odpowiednio wysoki i dość pojemny, ale niestety, jak to ktoś kiedyś ładnie nazwał „niekompatybilny przestrzennie” z dźwignią hamulca ręcznego. Co to oznacza? By zaciągnąć „ręczny” trzeba się nienaturalnie wygiąć i wychylić do przodu. Detal, ale podczas zimowych zabaw na pustym i zaśnieżonym placu może nieco przeszkadzać.

Jakość materiałów zastosowanych do wykończenia kokpitu nie budzi zastrzeżeń. Owszem, te wykorzystane na spodniej części deski rozdzielczej i boczków drzwi są nieco twardsze i mniej przyjemne w dotyku. Jednak ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne i pozwala przypuszczać, że z biegiem lat do uszu kierowcy nie będą dobiegać żadne niepokojące szmery i trzaski. Spasowanie? Po volkswagenowsku, czyli świetne.

Początkowo miałem nieodparte wrażenie, ze siedzenia są nieco za małe. Nie tyle całe siedzenia, ale przede wszystkim siedzisko, które wydało mi się „dziwnie wąskie” i krótkie. Jednak jak pokazała kilkugodzinna przejażdżka moje obawy okazały się absolutnie bezpodstawne. Siedzi się wygodnie i… wysoko, co nie wszystkim przypadnie do gustu.

Pojemność bagażnika oraz cala konfiguracja tylnej części nadwozia „uterenowionej” Skody zasługuje na chwilę uwagi. Przede wszystkim pojemność bagażnika, 410 l, która może nie powala z nóg i nie zawstydza konkurencji, ale dzięki regularnym kształtom daje się łatwo zagospodarować. Jeśli ktoś i z tym miałby pewne problemy, to producent przewidział chaotyczne usposobienie wielu europejczyków i zastosował w bagażniku testowanej wersji liczne uchwyty i mocowania, które sprawiają, że utrzymanie czystości i ładu jest tylko i wyłącznie kwestią chęci bądź niechęci użytkownika.

Także system aranżacji trzech odrębnych tylnych foteli VarioFlex zasługuje na słowa uznania. Dzięki możliwości dowolnej aranżacji tylnych foteli (przesuwanie w przód, w tył, na boki, demontaż środkowego fotela, ewentualnie jego złożenie) podróżowanie na tylnej kanapie może okazać się całkiem przyjemne.

NIBYTERENÓWKA...

Od auta tego typu oczekuje się poręczności w mieście i wystarczającej sprawności w lekkim terenie. Skodzie udało się zrealizować oba te cele w sposób przynajmniej zadowalający. Dzięki sprężystemu zawieszeniu oraz napędowi na cztery koła realizowanemu poprzez sprzęgło Haldex IV generacji auto prowadzi się bardzo pewnie nawet na szybko pokonywanych zakrętach. Natomiast funkcja „off-road” modyfikująca działanie systemów ABS, ASR oraz EBD pozwala także na odrobinę szaleństwa w lekkim terenie. Jednak tylko do prędkości 30 km/h – powyżej tej prędkości układ jest dezaktywowany. Zresztą niemożność całkowitego dezaktywowania systemu ESP sprawia, że kierowcy o sportowym zacięciu mogą być nieco rozczarowani. No cóż - bezpieczeństwo staje się ważniejsze, niż indywidualne preferencje każdego kierowcy…

POD MASKĄ...

Na temat powierzchowności, jakości wykonania, przestronności i ogólnego zamysłu projektantów można by jeszcze długo dyskutować, jednak najlepsze w tym aucie kryje się tam, gdzie wzrok nie sięga. Nowoczesna technologia w postaci fantastycznego motoru 1.8 TSI pod maską oraz napędu na cztery koła sprawiają, że już po przekręceniu kluczyka w stacyjce serce zaczyna szybciej uderzać, a tętno szybciej osiąga pułap magicznej „setki”, niż niejedno auto sportowe. Rzut oka w prospekt - 160 KM robi wrażenie. Zresztą nie tylko na papierze – 8.4 s do pierwszej setki i prędkość maksymalna na poziomie 200 km/h to wartości, które bez najmniejszego trudu mogą zawstydzić niejedno auto sportowe. Przy tym wszystkim auto zadowala się umiarkowanymi ilościami benzyny – wszak średnio 9 – 9.5 l/100 km to wartości więcej niż przyzwoite. Jednak, gdy tylko zapragniemy „poszaleć” i nieco brutalniej poobchodzić się z autem, ono odwdzięcza się nam tym samym – w baku pojawia się wir, a komputer wskazuje średnie spalanie na poziomie 15 l na każde 100 km! Zatem chcącym mocnego auta dającego mnóstwo frajdy z jazdy Skodę Yeti 1.8 TSI można polecić z czystym sumieniem. Osobom bacznie zwracającym uwagę na wskaźnik średniego zużycia paliwa polecamy… świetnego 170-konnego diesla.

Bezpieczeństwo? Można by na ten temat napisać przynajmniej kilkanaście stron, ale wystarczy wspomnieć, że w teście zderzeniowym Euro-NCAP SUV Skody uzyskał 5 gwiazdek! Świetny wynik.

CENNIK...

Oprócz świetnej jednostki napędowej, rewelacyjnych osiągów, sprężystego zawieszenia i nienajgorszego wyposażenia (szczególnie opcjonalny asystent parkowania) Skoda ma coś jeszcze do zaoferowania, czego konkurenci nie mają w ofercie – atrakcyjną cenę zakupu. By wyjechać nową Skodą Yeti 1.8 TSI w podstawowej wersji Active z salonu trzeba wyłożyć minimum 78 100 PLN (uwzględniając aktualnie obowiązujący rabat wynoszący 5 700 PLN). Auto w tej wersji wyposażeniowej jest dość bogato wyposażono, choć dziwi fakt, że ESP otrzymujemy w standardzie, natomiast za poduszki kurtynowe, komputer pokładowy czy podłokietnik trzeba dopłacać. Dość dziwna polityka cenowa.

Najmniejszy w ofercie silnik 1.2 TSI to jednostka wyposażona w turbodoładowanie i rozwijająca moc 105 KM. Osiągi – niecałe 12 s do 100 km/h i maksymalnie 175 km/h. Cena? W podstawowej wersji zaledwie 57 200 PLN! Dla porównania: VW Tiguan – od 92 490 PLN, Ford Kuga – od 104 000 PLN, Kia Sportage od 69 900 PLN. Komentarz? Zbyteczny. Najlepiej udać się do salonu i samemu sprawdzić.

DANE TECHNICZNE
Długość [mm] 4 223
Szerokość [mm] 1 791
Wysokość [mm] 1 691
Rozstaw osi {mm] 2 578
Masa [kg] 1 520
Poj. baku [l] 60
Poj. bagażnika. [cm3] 410
Poj. skok. [cm3] 1 798
Rodzaj [B/D] B
Układ/liczba cylindrów R/4
Moc [KM] 160
MMO [Nm/rpm] 250/1500
V max [km/h] 200
0-100 km/h [s] 8.4
ZUŻYCIE PALIWA
- miasto [l/100 km] 11.7
- trasa [l/100 km] 7.9
- średnie [l/100 km] 9.5

PODsumowanie 

ZALETY

świetna jednostka napędowa

poręczne i pojemne wnętrze

dobre wykonanie i spasowanie materiałów

przyjemność z jazdy

cena

WADY

kilka irytujących detali

przy dynamicznej jeździe wysokie zużycie paliwa

Za pomoc w przygotowaniu materiału serdeczne podziękowania pod adresem salonu Skoda Auto Park w Pile.


 

Dodaj komentarz



SEO by AceSEF

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Reklama
     

Strony WWW